Autoportret blogerki: Monika Skrobol „Bajka o tym, jak książki zmieniają życie” Blogerka Monika Skrobol. Zdjęcie z prywatnego archiwum Moniki
» » Autoportret blogerki: Monika Skrobol „Bajka o tym, jak książki zmieniają życie”

Autoportret blogerki: Monika Skrobol „Bajka o tym, jak książki zmieniają życie”

Pouczająca i optymistyczna historia Moniki, która decyzję o blogowaniu podjęła pod wpływem książek. Niedawno założyła swój blog „Jak to ugryźć?”, w którym chce dzielić się swoimi doświadczeniami na temat życia, samorozwoju i zdobywania wiedzy.

Zapraszamy do lektury autoportretu, z którego dowiesz się między innymi, że we wszystkim należy zachować równowagę, nawet w zdobywaniu wiedzy, oraz że książki o samorozwoju mogą nam nieźle namieszać w głowie:

Monika Skrobol „Bajka o tym, jak książki zmieniają życie”

„Pod wieloma względami jestem zwykłą dziewczyną. Mam 19 lat, mieszkam na wsi, studiuję, jestem uzależniona od ziemniaków i mam wielkie marzenia o zmienianiu świata. Ale kiedy o tym myślę, tych „nie-zwykłych” rzeczy jest jednak więcej. Dla przykładu, nie lubię marnować czasu na zakupy, chętniej czytam książki niż oglądam telewizję i zawsze kombinuję, jak by tutaj zrobić coś BARDZIEJ.

Podczas kiedy inne dziewczyny w moim wieku wiedzą już mniej więcej coś o życiu i jednocześnie studiują, mają chłopaków, czasem mieszkanie, chodzą na imprezy i we wszystkim idzie im mniej więcej tak samo, ja myślę sobie, że u mnie wiedza i uczucia nigdy nie szły w parze.

Z wiedzą zawsze byłam na „Ty”

Z natury jestem ambitna i zdyscyplinowana, i myślę, że to kwestia wychowania. Jestem wielką szczęściarą, że mam takich, a nie innych rodziców, bo dzięki nim miałam w tym temacie łatwiej niż inni. Wyuczone nawyki były jedną z przyczyn maksymalnej ilości punktów na egzaminie gimnazjalnym i wyróżniającego wyniku z matury.

Nie piszę o tym, żeby się chwalić, tylko żeby pokazać, że nic nie jest niemożliwe, jeśli się wie, co i jak chce się osiągnąć. Mnie udało się nie tylko dzięki wychowaniu, ale przede wszystkim dzięki rozwojowi osobistemu, którym zaczęłam interesować się w liceum. Uwielbiałam czytać książki rozwojowe i angielskie e-booki, a w każdej wolnej chwili z zapałem wertowałam strony internetowe w poszukiwaniu coraz to lepszych strategii rozwoju.

Miałam łatwiej niż moi rówieśnicy, bo jako jedyna znałam mnemotechniki, wiedziałam, jak organizować czas i jak radzić sobie ze stresem. Czyli w skrócie: wiedziałam jak robić MNIEJ, a osiągać WIĘCEJ. Szczególnie wielkie wrażenie wywarła na mnie książka „Sekret” Rhondy Byrne, która opisuje, jak siła przyciągania działa w naszym życiu. I właśnie wtedy uwierzyłam, że nic nie jest niemożliwe. Nawet dzisiaj studia nie pochłaniają zbyt wiele mojego czasu, a wszystko dzięki technikom samorozwojowym.

Z wiedzą jednak jest łatwiej niż z uczuciami. I dlatego w tej kwestii było u mnie trochę więcej wybojów.

Miałam trzy życia

Pierwsze zaczęło się pod koniec gimnazjum. Z tego, co działo się wcześniej, niezbyt wiele pamiętam.

Wiedza ma to do siebie, że to tylko „suche fakty”. Żeby dobrze je opanować, nie trzeba mieć kontaktu z innymi ludźmi, dlatego w moim życiu było ich mało. Wystarczały mi książki. Długo myślałam, że tak jest mi dobrze, ale tylko do pewnego momentu. Haczyk tkwi w tym, że kiedy spędza się mało czasu z innymi i nie jest się przyzwyczajonym do towarzystwa, nie ma się pojęcia, jak się zachować, kiedy nagle trzeba odnaleźć się w świecie.

Wtedy zaczynają się próby przypodobania się innym i pomysły na wpisywanie w wyszukiwarkę haseł typu „jak być lubianym”. Takie rzeczy przeradzają się w problemy z akceptacją samego siebie i spadek poczucia własnej wartości. Człowiek stoi wtedy przed ogromnym wyzwaniem, żeby najpierw uświadomić sobie, że nie tędy droga, a później odkryć na nowo, kim tak naprawdę jest.

Podjęłam się tego wyzwania dokładnie 18 października 2014 roku, pobierając na telefon ebook „Moc pozytywnego myślenia” Normana Vincenta Peale’a. Książkę o tym, że Bóg nad nami czuwa i zawsze zsyła nam to, czego potrzebujemy.

Tak zaczęło się drugie życie

Nie mam z niego pozytywnych wspomnień. Ale było dobre z jednego powodu – dało mi większą świadomość samej siebie. Niemniej jednak, cały ten okres był tylko jak miotanie się w ciemności. Myślałam, że idę do przodu, ale tak naprawę chodziłam w kółko. Połykałam kolejne książki o samorozwoju, które coraz bardziej mąciły nie tylko w mojej głowie, ale też w moich relacjach z innymi ludźmi.

Finał był tragiczny. Na tyle tragiczny, że postanowiłam rzucić samorozwój. Pojechałam do największej księgarni, jaką znam i kupiłam książkę o czymś kompletnie innym niż dotąd – o miłości. Nosi tytuł „Miłość. O sztuce okazywania uczuć” i  zajmuje honorowe miejsce na mojej półce. Napisał ją Leo F. Buscaglia.

Był 9 czerwca 2016 roku.

I to był początek trzeciego życia, które trwa do dzisiaj

Odnalezienie własnego miejsca na świecie to bardzo trudne zadanie. Mnie zajęło to prawie 2 lata. Chociaż pewnie tak mi się tylko wydaje i za parę lat powiem, że kiedy pisałam ten artykuł, nic nie wiedziałam o życiu. Być może. Ale jestem pewna jednego: znowu pomogły mi książki. Teraz codziennie staram się bardziej otwierać i mniej bać. Bo czytanie to jedno, a zastosowanie tej wiedzy w praktyce to drugie.

Jeszcze jedną z niezwykłych rzeczy, którą niedawno w sobie odkryłam jest to, że naprawdę wierzę, że nic nie jest niemożliwe. Nie tylko dla mnie, ale dla każdego. I smuci mnie, że bardzo mało osób zdaje sobie sprawę, jak wielki mają wpływ na własne życie. Niewielu też ma zwyczaj dostrzegania w życiu pozytywnych rzeczy.

Częściej narzekają. Dlatego postawiłam sobie za cel, żeby uczyć ludzi pozytywnego patrzenia na świat i brania życia we własne ręce. Wiem, że to bardzo idealistyczne, i że znajdzie się wielu opornych, których trudno będzie przekonać. Ale nic nie jest niemożliwe. Wystarczy tylko się temu poświęcić.

Miejscem, gdzie udaje mi się łączyć dwa najważniejsze aspekty życia – wiedzę i uczucia, i gdzie robię, co w mojej mocy, żeby przekazać ludziom energię i optymizm, jest mój blog „Jak to ugryźć?”. To chyba jedyna rzecz w moim dotychczasowym życiu, która tak długo budzi we mnie entuzjazm – co więcej, przybywa go wraz z upływem czasu.

Przede wszystkim, blog daje mi świadomość, że moimi tekstami mogę pomagać ludziom, którzy akurat potrzebują tego, o czym piszę. Bo być może ktoś właśnie teraz jest w takiej sytuacji, w jakiej ja byłam kiedyś. Wiem, że wtedy też szukałam ludzi, którzy mają podobnie, jak ja. Mam nadzieję, że takie osoby po przeczytaniu któregoś z artykułów doznają olśnienia i znajdą w sobie siłę, żeby zmienić swoje życie na lepsze.

Część wpisów powstaje „na zimno”, i są to przede wszystkim porady, jak ułatwić sobie życie. Do tego wykorzystuję wiedzę z kilkudziesięciu przeczytanych książek i wielu portali internetowych o rozwoju osobistym. Ale bardzo często piszę pod wpływem emocji i przelewam na papier refleksje na temat własnych przeżyć. Te teksty są najcenniejsze, bo pokazują, jak być szczęśliwym bez względu na okoliczności. Chcę, żeby moje teksty były jak najbardziej przekonujące, dlatego będę się cały czas rozwijać, pracując jako copywriter.

Chcę, żeby moi czytelnicy zrozumieli jedno: wiara w to, że wszystko jest możliwe, nic nie kosztuje, a może czynić cuda.

Bo każde życie to cud. Niezbity dowód na to, że cuda nie zdarzają się tylko w bajkach.”

* Autorką tekstu jest Monika Skrobol

Polecam również autoportret innej kobiety, tym razem pisarki:

Autoportret pisarki: Danuta Noszczyńska. Dzieciństwo, trudne początki i spełnienie marzeń

Strona Główna: HOME